Igor Witkowski – „UFO – przełom?”

Zanim kupiłem omawianą książkę, napisałem do jej autora – Igora Witkowskiego – krótkiego e-maila z pytaniem, czy według niego warto jest zakupić jego dzieło. Oczywiście z góry wiedziałem jaką otrzymam odpowiedź. Przecież rodzic nigdy nie będzie źle mówił na swoje dziecko, przynajmniej nie publicznie. Tym większe było moje zdziwienie, gdy otrzymałem wiadomość zwrotną.

Witam,
Wydaje mi się, że jest nieosiągalna. Ale jeśli jest, to nie wydaje mi się warta nabycia.

Przepraszam, ale czy ktoś sobie ze mnie jaja robi? Czy może pomyliłem adresy i poszło to do kogoś innego?

"UFO - przełom?" przełomem nie było. Jak szybko zacząłem ją czytać, tak szybko skończyłem
„UFO – przełom?” przełomem nie było. Jak szybko zacząłem ją czytać, tak szybko skończyłem

Sprawdziłem, nie pomyliłem. No cóż, widocznie miał jakiś powód by tak napisać, jednak to jeszcze bardziej zachęciło mnie do kupna tego przełomu. W sumie nie była droga. Jakieś 12 zł z przesyłką na Allegro. Nie licząc obrazków zawiera ona około 110 stron, więc jak dla mnie kilka wieczorów czytania przed snem. Na szybkiego przeglądnąłem książkę, nie było nawet tak źle. Zabrałem się do czytania. W jeden wieczór przeczytałem około 40 stron. Nie powiem, bo poza jednym zdjęciem plamy na obiektywie, rzekomo przedstawiającego „UFO rozsiewające cząsteczki” czytało się całkiem fajnie. Było kilka relacji z obserwacji, lądowania UFO a nawet obserwacji istot pozaziemskich. Niestety, to co dobre szybko się kończy. Po relacjach rozpoczęły się filozoficzne rozważania, na temat tego, czym (nie biorąc pod uwagę pochodzenia pozaziemskiego) może być UFO. Zamiast kolejnych ciekawych opowieści, relacji i opisów, czekały mnie dziesiątki stron najróżniejszych rozmyśleń, pisanych językiem naukowych, co kartkę przekładanych skomplikowanymi wzorami i rysunkami, o których pewnie niejeden student nie słyszał ani nawet pojęcia nie miał o ich istnieniu.

Czy dla mnie, zwykłego, prostego zjadacza chleba takie rzeczy są potrzebne? Czy w przypływie ekstazy i emocji po przeczytaniu lektury zacznę podstawiać pod te wzory własne dane? NIE. Kupując tą książkę liczyłem na coś ciekawego, nowego, „przełomowego” jak to sam tytuł wskazuje. Niestety, otrzymałem 40 stron na prawdę interesującej książki, 8 stron kolorowych obrazków i około 60 stron czegoś, o czym nawet wspominać już nie zamierzam, gdyż z rozpędu przerzucałem za każdym razem o jedną kartkę więcej, od niechcenia rzucając okiem na „przełom”, jaki zaserwował mi autor.

Podsumowując. „UFO – przełom?” przełomem nie było i dosadnie zrozumiałem, dlaczego sam autor tej książki odradzał mi jej kupno i przeczytanie. No nie tego się spodziewałem. Czuję się zawiedziony, że zamiast wydać te 12 złotych na tą książkę mogłem kupić coś innego, bardziej oklepanego, może mniej znanego ale z pewnością lepszego… .