Uncharted 2: Among Thieves – krótka recenzja i moja opinia

PlayStation 3 kupiłem praktycznie z jednego powodu, którym było Grand Theft Auto V. Dla mnie, dla wielkiego fana całej serii GTA było to wydarzenie roku w świecie gier wideo. Mankamentem tutaj był brak wersji na komputery stacjonarne, co co spowodowało, że zakupiłem konsolę. Nie samym jednak GTA się żyje i tuż po przejściu gry postanowiłem postawić na jakiś legendarny tytuł, który w pełni spełniłby moje oczekiwania. Wybór padł na Uncharted 2 – grę z kolekcji klasyki PS3, więc ten tytuł zwyczajnie musiał się sprawdzić. Tak w skrócie wyglądała droga do jednej z najlepszych przygodówek, w jakie kiedykolwiek grałem nie tylko na konsoli, ale również na PC.

Gra ta jest przygodówką w pełnym tego słowa znaczeniu. Już na samym początku gry zwisamy ze zwisającego w przepaść wagonu kolejowego. Etap ten jest jakoby wprowadzeniem do gry, tudzież samouczkiem, a jednocześnie jednym z etapów gry, który pojawi się w dalszej części rozgrywki. Śnieg, dyndający nad urwiskiem wagon i zraniony główny bohater odchodzą na bok a akcja cofa się kilka miesięcy wstecz, gdzie historia wzięła swój początek.

Zaznaczam, że nie będę kładł nacisku na fabułę gry, gdyż jest to osobna kwestia. Ja skupię się na wrażeniach z gry.

Nathan Drake – nasz główny bohater, jest postacią z wirtualnej krwi i wirtualnych kości. Nie ma w jego ruchach dziwnych ruchów czy sztucznej naturalności. Producenci bardzo dobrze odwzorowali zarówno ruchy podczas strzelania z broni, jak i przy walce wręcz.

Uncharted 2

Z typową walką wręcz spotykamy się jednak bardzo rzadko, jako, że gra w znacznej mierze opiera się na broni palnej. Sporadycznie spotkamy np. kuszę, wyrzutnię rakiet, która posłuży nam do zniszczenia czołgu w górskiej wiosce(!), czy ręczne karabiny systemu Gatlinga. Podróżnik wspina się, skacze, biega a nawet pływa i wszystko przy tym wygląda bardzo realistycznie. Szybkie przeskoki pomiędzy przeszkodami, zwisanie z krawędzi i oddawanie przy tym strzałów. Widać, że twórcy postarali się przy tej produkcji. Oczywiście na mega-super efekty nie ma co liczyć, gdyż PlayStation 3 swoje 10 lat już ma, jednak twórcy Uncharted 2 wykorzystali całą moc konsoli i zdecydowanie przekłada się to na jakość obrazu i fizyki rozgrywki.

Tym, co chyba najbardziej mnie uderzyło, była jakość grafiki i różnorodność poziomów, na których rozgrywały się poszczególne misje. Poprzez wnętrza budynków, oblodzone jaskinie, mroczne podziemia, na tropikalnej dżungli kończąc. Właśnie dlatego uważam, że Uncharted 2 jest jedną z lepszych, o ile nie najlepszą przygodówką.

Gra taka nie może się jednak obejść bez różnego rodzaju zagadek do rozwiązania! Niestety nie ma ich zbyt wielu i chyba nad tym najbardziej ubolewam. Wprawdzie nie jest to Silent Hill, gdzie wszystkie przedmioty trzeba gdzieś dopasować, lecz w kilku momentach musimy ruszyć głową, by np. ustawić posąg we właściwej pozycji, do której porady znajdziemy w swoim dzienniku, czy ustawienie kilku luster w odpowiedniej pozycji, co spowoduje odblokowanie dalszej drogi..Uncharted 2 tank Bardzo pozytywny element gry, który pozwala nam odetchnąć od ciągłej walki z przeciwnikami, bo tej jest mnóstwo. Sytuację Drake’a mógłbym porównać do sytuacji kaczki na strzelnicy. Praktycznie non stop jesteśmy narażeni na ogień przeciwników. Jest ich dużo, są uzbrojeni po zęby, na szczęście nie są zbyt inteligentni, co daje nam nad nimi pewną przewagę.A do dyspozycji mamy dosyć ciekawy zestaw broni. Osobiście jednak zawsze praktycznie używałem AK-47 i zwykłego pistoletu, gdyż karabin dawał szybkostrzelność, natomiast pistolet celność, z pomocą której łatwiej było trafić w głowę przeciwnika. Czasem zdarzyło mi się użyć shotguna, jednak ze względu na niewielką ilość pocisków i słaby zasięg, nie korzystałem z niego zbyt często. Byli również snajperzy, jednak jak inni przeciwnicy – inteligencją nie grzeszyli. I choć niektóre bronie mogą wydawać się mało przydatne, to warto skorzystać z każdej, aby odblokować przypisane do niej trofea. Trofeów w Uncharted 2 jest dosyć sporo, bo aż 46 grając w trybie dla jednego gracza i dodatkowe 2 w trybie multiplayer. Druga część tej serii była pierwszą (z trzech, które dotychczas zostały wydane na PlayStation 3), w którą grałem, więc brak zaznajomienia z tytułem spowodował, że tylko zdobyłem tylko 24% wszystkich dostępnych osiągnięć. Czy to mało? Tak, zważywszy na fakt, że pominąłem niemal wszystkie artefakty (uzbierałem ich raptem 12), oraz korzystałem praktycznie tylko z dwóch broni. Do tego doszedł brak walki wręcz, więc tych braków jest sporo. Zdecydowanie jednak tej wynik poprawię, gdyż już wkrótce zamierzam ponownie zmierzyć się z tą grą, dodatkowo próbując swoich sił w trybie wieloosobowym, jednak sądzę, że z tym może być problem, jako iż do tej pory nie udało mi się połączyć z żadnym graczem.

Denerwującą rzeczą są skrypty, czyli musimy zrobić coś, aby coś się stało. Posługując się przykładem, w jednej z misji trzeba zwyczajnie ruszyć się kawałek do przodu, aby odblokował się kolejny etap, w przeciwnym razie będziemy zabijać ciągle i ciągle wyłaniających się przeciwników bez końca! Jest to o tyle denerwujące, że nasz wpływ na rozgrywkę w tym momencie jest znikomy, a gracz niedoświadczony zwyczajnie może nie wiedzieć co dalej zrobić i utkwi w takim momencie na długie godziny.

Fabuła gry to bardzo przyjemne opowiadanie o poszukiwaniu drzewa życia, przedmiotu, który daje niesłychaną moc osobie, która wypije jego soki. Nie brakuje tutaj czarnych charakterów jak i ciekawych zwrotów akcji. Jak to chyba we wszystkich tego typu produkcjach, wszystko kończy się happy endem, choć sama końcówka gry na to nie wskazuje.

Grę tę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu. Nie tylko fanowi przygodówek, lecz strzelanek, łamigłówek a nawet horrorów, gdyż w pewnym momencie w rozgrywce pojawiają się śnieżne bestie, coś na wzór Yeti… . Jeśli masz na zbyciu kilka dych, poszukaj na portalach aukcyjnych i nie wahaj się zakupić, gdyż czeka cię lekką ręką 15 godzin świetnej zabawy.