Skończyłem linię niemieckich dział samobieżnych

Niedawno opisywałem, jak to skończyłem zabawę z japońskimi czołgami. W niecałe 3 miesiące udało mi się odblokować poziom 10 z tej gałęzi, który wynagrodził mi przeprawę przez tę linię. Tym razem postanowiłem pójść za ciosem i dokończyć przygodę z G.W Tigerem, który w moim garażu kisił się już chyba ponad rok. Brakowało mi „zaledwie” 70 tysięcy doświadczenia do zbadania G.W. E-100, a zatem nie pozostało mi nic innego, jak zagryźć zęby i pójść na całość.

shot_002Moja przygoda z linią niemieckich dział samobieżnych zaczęła się właściwie na samym początku mojej gry. Blisko 3 lata temu zacząłem bawić się artyleriami i między innymi mój wybór padł na te niemieckie. Właściwie nie kierowałem się wtedy niczym konkretnym i mój wybór można przypisać czystemu przypadkowi. Należy w tym miejscu dodać, że artyleriami tymi grałem jeszcze na starych zasadach (czyt. przed wielkim nerfem). Pamiętam, że najbardziej męczyłem się z Grille. Ten mały pojeździk cechował się teoretycznie całkiem dobrym działem, jednak kąt jego odchylenia w poziomie wołał o pomstę do nieba. Ta artyleria strzelała właściwie tylko na wprost i o ile pojazd stał w miejscu, było ok, jednak na niskich poziomach gracze zachowują się jak wściekłe osy latające wokół ula, no i weź tu traf takiego. Nie grało mi się nim przyjemnie, lecz z bólami doszedłem do Hummela. Tutaj dopiero zaczęła się dla mnie zabawa. Pamiętam jednak, że bolączką była niewystarczająca liczba dostępnych pocisków w bitwie. Kilkukrotnie zdarzyło mi się, że zwyczajnie zabrakło mi amunicji. Co w takim wypadku może zrobić arty? Jechać cichaczem do bazy przeciwnika, lub starać się robić na zwiadowcę – Hummel jest całkiem szybki, więc czemu by tego nie spróbować.

GW Panther to jeszcze lepsza zabawka od Hummela. Bardzo duże kąty działa, dobra celność, szybka, zwrotna. Wielki plus i zarazem wielka obawa przed nadchodzącym GW. Tigerem P. Dlaczego przesiadka z pierwszego na ten drugi jest taka znacząca? Po pierwsze uderzają znacznie zmniejszone kąty odchylenia działa w poziomie. Strzela się tu właściwie tylko na wprost, przy niewielkich odchyłach. Miałem wielkie obawy jak ja sobie z tym poradzę, jednak wbrew pozorom szybkość celowania nie była taka zła i GW Tigerem grało mi się nawet przyjemniej od Panthery.

Ukoronowaniem potyczek z tymi wszystkimi artyleriami jest GW E-100 – dla mnie ciągle niewiadoma. Niewiele bitew na nim rozegrałem ze względu na spore koszty utrzymania. Działo jest bardzo podobne do tego w G.W. Tigerze P. Poprawione zostały nieznacznie celność i czas ładowania. Wielkim plusem tego działa samobieżnego może okazać się pancerz, który na kadłubie potrafi odbić czasem śmieszne pociski. Wydaje się to nieznaczące, jednak zwiadowca może mieć problem z przebiciem tej arty od przodu, strzelając w kadłub. Tak tak, od razu pomyślisz, że przecież wszyscy walą w nadbudówkę, lub zwyczajnie objeżdżają i walą z boku, lub tyłu, jednak strzały od przodu również się zdarzają i akurat trafi się, że przeciwnik nie trafi, a my zyskamy czas do ucieczki, czy kontrataku, choć na tę ucieczkę bym zbytnio nie liczył. Nie ma co ukrywać – G.W. E-100 demonem szybkości i zwrotności nie jest.

Artylerii niemieckich, czy jakichkolwiek innych nie polecę nikomu. Być artylerzystą trzeba zwyczajnie lubić i nie zmienią tego namowy kolegi, czy obejrzenie popisowej bitwy jakiegoś YouTubera. Bolączką jest fakt, że deweloperzy wspomnieli niedawno o ogólnym nerfie SPG, co w efekcie przyczyni się pewnie do jeszcze mniejszej liczy tych pojazdów w bitwach. Czy dobrze? Dla graczy „w polu” pewnie tak, jednak dla tych siedzących na tyle mapy, schowanych w krzakach – już nie.