Pajarito Elaborada – słów kilka

Pajarito Elaborada
Pajarito Elaborada

Na pierwszy rzut moich przemyśleń na temat poszczególnych gatunków Yerba Mate pójdzie klasyk – Pajarito Elaborada. Jest to zarazem pierwsze opakowanie, które w całości wypiłem. Dlaczego akurat padło na Pajarito? Z wielu źródeł słyszałem, że marka ta zalicza się do „klasyków” yerba mate i nawet dla początkujących nie jest najgorsza do przełknięcia. Cena również przyzwoita – 14,89 zł za półkilogramowe opakowanie. Wszystko kupione na Allegro i odebrane osobiście w punkcie w Krakowie, więc za przesyłkę nic nie zapłaciłem. Opakowanie klasyczne, z charakterystycznym dla tej marki logo. Etykiety znajdujące się po bokach zawierają informacje o składnikach odżywczych, kaloriach, oraz witaminach zawartych w yerbie. Ponadto możemy się z nich również dowiedzieć, że Pajarito jest wytwarzane z najszlachetniejszych upraw yerba mate znajdujących się w departamencie Itapúa w Paragwaju. Świetną jakość zapewniają również suche i higieniczne opakowania, a to wszystko składa się na zadowolenie i uznanie nawet najbardziej wymagających konsumentów.

Zapach i smak

Od razu po otwarciu nowego opakowania da się wyczuć bardzo mocny, charakterystyczny, dymny aromat. Jest on bardzo przenikliwy i dla osób, które wcześniej miały do czynienia tylko z yerbami typowo „lekkimi”, jak chociażby seria brazylijskich Mate Green, może być nawet lekko odpychający. Grunt to się nie zrazić, tylko zalać susz :). Swoje Palo Santo o pojemności 200 ml zasypywałem do połowy suszem i zalewałem wodą o temperaturze około 75 stopni. Myślę, że nawet początkujący pasjonaci Yerba Mate nie powinni mieć problemu z tym konkretnym gatunkiem. W smaku można wyczuć delikatną goryczkę i właśnie ten dym, który tak wiele osób sobie ceni. Bardzo dużo zależy od „przetrzymania” już zalanego naparu, bo wiadomo, że im dłużej stoi, tym większej mocy nabiera. Sam napar ma dosyć intensywny kolor.

Susz

Pajarito Elaborada - susz
Pajarito Elaborada – susz

Pajarito to yerba dosyć pylasta, co zdecydowanie czuć na języku. Małe drobinki listków i patyczków daje się wyczuć, lecz nie przeszkadzają one w piciu. W suszu znajdziemy sporo badyli, no ale w końcu to elaborada. Zarówno patyki, jak i liście są w miarę równo i grubo posiekane, przez co napar powoli oddaje to, co w nim najlepsze i można się cieszyć dużą ilością zalań, bez szybkiego wypłukania się smaku. Odpowiednio używana bombilla się tutaj nie zatyka, nigdy nie miałem z tym problemów. Gdyby ktoś jednak miał problemy z zapychaniem się słomki, polecam dodanie trawy cytrynowej do suszu. Zrobi się przez to więcej wolnego miejsca w naczyniu, przez co napar łatwiej się będzie sączyć.

Jak ja piję Pajarito?

Słyszałem kilka opinii na temat słodzenia yerby. Jedni mówią, że powinna być gorzka – „naturalna”, inni, że można ją pić dowolnie. Mi ani herbata, ani kawa gorzkie nie smakują, trudno więc, żeby yerba w stanie surowym była dla mnie czymś przyjemnym. Próbowałem słodzić zwykłym cukrem.

Etykiety podające ważne informacje
Etykiety podające ważne informacje

Problem pojawia się jednak w rozpuszczaniu się cukru. Wrzucając cukier do matero, dosyć szybko się on rozpuści, przez co trzecie i kolejne zalania będą już praktycznie pozbawione słodyczy. Można temu zapobiec aplikując cukier nie do naczynia, a do termosu z gorącą wodą. W ten sposób będziemy mieć zawsze w taki sam sposób posłodzoną wodę, równomiernie, gdzie nie trzeba będzie się martwić tym, że smak jest różny. Alternatywą byłoby dodawanie odrobiny cukru przed każdym dolaniem wody, jednak sądzę, że byłoby to dosyć uciążliwe i mało praktyczne. Dodatkowo, ciężko byłoby utrzymać ciągły poziom takiej samej zawartości cukru, bo przy różnej temperaturze i czasie „odstania” ten poziom byłby różny. Próbowałem również ze słodzikiem i miodem, jednak najlepsza okazała się stewia. Gdybym najkrócej jak się da miał opisać, czym jest stewia, napisałbym, że jest to bardzo słodkie siano. Wyglądem przypomina siano i zapachem również, gdzie w tym zapachu da się wyczuć delikatną nutkę słodyczy. Moje pierwsze skojarzenie po zalaniu yerby z dodatkiem stewi było takie, że „wali stęchlizną”. Zwyczajnie – tak jak i do yerba mate – do stewi trzeba się przyzwyczaić. Oczywiście podobnie jak w przypadku cukru, tak i tutaj pojawia się problem z wypłukiwaniem się słodyczy. Tutaj jednak następuje to równomiernie do wypłukiwania się smaku i aromatu z yerby a dodatkowo stewia bardzo dobrze komponuje się do picia yerby, bo przecież obie są roślinami.

W zasadzie sama stewia przy Pajarito Elaborada mi wystarcza. Eksperymentowałem jednak i dorzucałem np. trawy cytrynowej. Poza widocznymi kawałkami pływającymi po powierzchni, aromatu cytrynowego raczej nie wyczułem. Być może dawałem za mało, być może ten dymny aromat yerby zwyczajnie przesłaniał inne aromaty. Bardzo ciekawym połączeniem natomiast okazało się dodanie do Pajarito startego imbiru. Przypadkiem zauważyłem w sklepie i kupiłem 300 gramów za niecałe 5 zł. Dobry zakup, zważywszy na fakt, że imbir ma bardzo charakterystyczny i mocny smak, więc daje się go stosunkowo mało. Dodanie jego większej ilości sprawiłoby, że napar byłby zwyczajnie ciężki do wypicia, a przecież nie o to chodzi.

Warto pamiętać, że czysta yerba jest bardzo dobrą podstawą pod dodatki, jakie możemy do niej dorzucić. Warto zaszaleć i dorzucić czego się tam chce. Polecam suszenie skórek z cytrusów. Dłuższe ich moczenie w naparze powoduje delikatne przeniknięcie aromatu i nadanie świeżości. Polecam.