Podejście Spotify do zalegającego z opłatą klienta

Rynek aplikacji do darmowego i legalnego słuchania muzyki na komputerze, czy większości przenośnych urządzeń kwitnie. Jest Spotify, Deezer, Tidal, Google Music i masa innych, które prześcigają się w zdobywaniu klienta. Sam korzystam ze Spotify i krótko opiszę swoją historię z płatną usługą premium, która oferuje m.in. możliwość zapisania utworów na pamięci urządzenia, pominięcie reklam, tworzenie folderów playlist.

Jeśli ktoś jest obojętny na puszczane co kilka odtwarzanych utworów reklamy, może spokojnie pozostać przy darmowej wersji oprogramowania na komputer osobisty. Na urządzeniach mobilnych już jest to trochę bardziej utrudnione. Po pierwsze, bez subskrypcji premium nie mamy możliwości zapisania utworów w pamięci urządzenia, co powoduje konieczność ciągłego połączenia z internetem, czy to przez sieć GSM, czy poprzez WiFi. Mając  spory pakiet internetowy, można sobie tym głowy nie zawracać, jednak nie wszyscy mają nielimitowany internet LTE w telefonie. Jednak tym, co najbardziej mnie irytuje, jest ograniczenie w możliwości zmiany odtwarzanych utworów. Leci coś, co ci się nie podoba? Kilkukrotnie możesz pominąć aktualnie odtwarzany utwór, jednak po chwili możliwość ta zostajnie zablokowana do czasu wykupienia pakietu premium.

Jest lato, sporo słońca i pięknej pogody, dużo jeżdżę na rowerze, a żeby tę jazdę sobie umilić, ciągle mam włączone Spotify w telefonie, więc dla udogodnienia wykupiłem premium. Zapłaciłem kartą kredytową, gdyż tak mi najwygodniej. Otrzymałem za to całe 30 dni swobody. Jestem ostrożny, jeśli mowa o transakcje internetowe, więc posiadam kartę przedpłaceniową. Co to oznacza? Mogę z niej wydać tyle, ile wcześniej na nią wpłacę, a wpłacam zawsze chwilę przed dokonaniem jakiejś transakcji. Minęło 30 dni premium w Spotify, a ja o doładowaniu karty zwyczajnie zapomniałem. Co się stało następnie? Oczywiście…

E-mail od Spotify!

Jadę rowerem i słyszę dźwięk oznajmiający nadejście emaila. Szybki rzut oka na wyświetlacz i widzę, że od Spotify. Przeczytałem tylko nagłówek i od razu wiedziałem, że to wiadomość mówiąca o tym, że usługa premium została dezaktywowana wskutek braku otrzymania wpłaty. Trudno, w domu przeczytam resztę, a póki co, jadę dalej. W międzyczasie cały czas grało mi Spotify. Zdziwiło mnie, że mimo anulowania premium nie słyszę żadnych reklam i mogę bez problemu zmieniać utwory. „Pewnie zadziała z opóźnieniem” – krótkie podsumowanie. Dopiero wieczorem przypomniałem sobie o omawianej wiadomości. Wszedłem na maila, zobaczyć co napisali i celem uiszczenia zapłaty. Jakie było moje zdziwinie, gdy zobaczyłem, że…

Spotify napisało mi, żebym się nie martwił!

Wpłata nie została odnotowana, mimo, że termin zapłaty za kolejny miesiąc minął. Ale spokojnie, sprawdzą ponownie możliwość pobrania z karty za kilka dni, a w międzyczasie proszą, abym uzupełnił dane karty kredytowej, aby mogli to zrobić.

Wiadomość od Spotify
Wiadomość od Spotify

Jako, że niestety nie miałem dostępu w tamtym momencie do swojej karty kredytowej, odłożyłem podanie danych na kolejny dzień. Nazajutrz przelałem kasę na kartę, uaktualniłem dane, a kwota została pobrana z konta naliczając 30 dni dokładnie od momentu zaksięgowania pieniędzy, czyli można powiedzieć, że jeden dzień dostałem w „gratisie”.

Oczywiście nie chodziło mi o wyłudzenie kilku dodatkowych dni premium, lecz zwyczajna niepamięć spowodowała, że było tak, a nie inaczej. Widać tutaj natomiast bardzo dobre podejście do klienta szwedzkiej firmy. Wyobrażacie sobie, żeby spóźnić się z opłatą za rachunek w Orange, albo w Netii?

Gratuluję podejścia do klienta.