Zatłuszczone tarcze hamulcowe i klocki w rowerze

Wiosna w pełni, temperatura coraz wyższa, dzień coraz dłuższy, więc i rowerzystów więcej, bo jeździć zwyczajnie w taką pogodę się chce. Nie wszyscy jednak – powiedziałbym nawet, że mniejszość osób – po zimowej przerwie rozpoczyna sezon od konserwacji, czyszczenia i ogólnego przygotowania roweru do kolejnych kilometrów. Ja postanowiłem zadbać o rower.

Hydrauliczne hamulce tarczowe
Hydrauliczne hamulce tarczowe

Niestety podczas prac przy rowerze zatłuściłem sobie klocki hamulcowe i tylną tarczę hamulcową nieszczęsnym WD-40. Wiem, że używanie tego specyfiku przy rowerze jest ogólnie przyjęte jako niedopuszczalne, ale użyłem go do przesmarowania lekko skorodowanych śrubek i lekkiego przetarcia ramy, by nabrała przyjemnego połysku i odświeżenia. Śrubki zawsze można wymienić, lecz po co od razu wymieniać, skoro można ich jeszcze jakiś czas bez problemu używać. Mogę powiedzieć, że w pewnym stopniu usprawiedliwiony użyciem tego smarowidła.

Niesprawność układu hamulcowego dała się we znaki dopiero podczas pierwszego hamowania w trasie, kiedy to wciśnięcie klamki od hamulca miało znikomy wpływ na spadek prędkości roweru. Hamulce po prostu się ślizgały. Wróciłem na domowy serwis i już wiedziałem, że trzeba zabrać się za rozkręcanie. W punktach wyszczególniam działania, jakie podjąłem celem odtłuszczenia tarczy i okładzin.

Warto tutaj wspomnieć, że tarczę jest łatwiej wyczyścić, niż klocki z racji bardziej porowatej struktury tych drugich, co utrudnia usunięcie zabrudzenia.

Zacząłem od tłustej tarczy hamulcowej:

  1. Zdjąłem tylne koło z ramy. Ułatwiło to demontaż okładzin hamulcowych, oraz sprawiło, że wyczyszczenia tarczy było po prostu łatwiejsze.
  2. Kolejnym krokiem było wyczyszczenie tarczy hamulcowej za pomocą rozcieńczalnika uniwersalnego. Są specjalne płyny do czyszczenia tarcz, jednak nie miałem żadnego pod ręką, więc postanowiłem skorzystać z tego, co akurat mam w garażu.
  3. Wyczyszczoną rozpuszczalnikiem tarczę potraktowałem zwykłym płynem do szyb. Spryskałem i przetarłem dokładnie szmatką.
  4. Po wyschnięciu, dla pewności, jeszcze raz lekko namoczoną rozpuszczalnikiem szmatką przetarłem dokładne tarczę. Rozpuszczalnik wysusza, co zapewnia lepsze tarcie, a przecież o to chodzi.

Tak wyczyszczona tarcza poczekała na okładziny:

  1. Zdemontowałem klocki hamulcowe. Tutaj problemów nie było żadnych. Wyprostowanie lekko zagiętej zawleczki zabezpieczającej klocki przed wypadnięciem i wyciągnięcie ich.
  2. Okładziny również potraktowałem rozpuszczalnikiem, jednak w nieco bardziej widowiskowy sposób. Położyłem je na betonowej płycie, polałem lekko rozpuszczalnikiem i podpaliłem. Dwukrotnie.
  3. Dalej użyłem kuchenki gazowej i nad palnikiem opiekłem okładziny przez kilka minut, aż do ich lekkiego okopcenia.
  4. Wystudzone po opalaniu okładziny przetarłem szczotką drucianą i papierem ściernym.

To by było na tyle odnośnie czyszczenia. Wszystko zmontowałem do kupy i poddałem testom. Hamulce działały jeszcze lepiej, niż przed „awarią”, więc operację uznaję za udaną.

Można polemizować, czy w ogóle było potrzebne traktowanie okładzin ogniem, skoro być może wystarczyłoby przetrzeć wszystko papierem ściernym. Być może by wystarczyło, jednak nie wiedziałem jak bardzo tłusta maź wniknęła z porowatą strukturę mocno sprasowanych klocków. Być może przetarcie papierem ściernym usunęłoby jedynie wierzchnią warstwę brudu, a po jednym większym hamowaniu, zatłuszczona struktura ponownie spowodowałaby problemy z hamowaniem.

Warto się też zastanowić, czy takie rozgrzanie materiału nie spowodowało uszkodzenia struktury, co mogłoby wpłynąć na jakość hamowania i szybsze zużycie materiału. Z własnych testów wiem, że siła hamowania nie spadła, a wręcz zwiększyła się, nie mam co do tej kwestii żadnych zastrzeżeń. Jeśli chodzi o żywotność okładzin po takiej operacji, to nawet przyjmując, że spadła o połowę, to i tak zaoszczędziliśmy kilka miesięcy jazdy na zregenerowanych klockach, które należałoby natychmiast wymienić na nowe, gdyby nie zostały podjęte żadne działania ku ich odnowie.

Oczywiście zawodowcy nie fatygowaliby się w odratowanie starych okładzin, bo tutaj liczy się przede wszystkim pewność w bardzo ciężkich warunkach. Uważam natomiast, że do normalnej jazdy po mieście będą nadawać się idealnie.

  • Czasem wystarczy spryskać okładziny i tarcze specjalnym środkiem do czyszczenia hamulców, na szybko daje radę a można kupić taki środek w każdym sklepie rowerowym 🙂

  • Michał Makarewicz

    świetne ! Tego właśnie szukalem 🙂

    Ten sposób mi się przyda i na pewno go wypóbuje , bo właśnie ostatnio do kompletnie nowych hamulców dostało mi sie wd40 przypadkiem…

    Nie pytajcie jak…